Strony

wtorek, 7 maja 2013

Mieczysław


Gość spojrzał na leżącego na łóżku Mieczysława.
 - Jak on ma, Sławek? A nie, Mietek
Kot spojrzał na gościa z politowaniem. Jego kocia twarz, bo u kotów nie ma mowy o pysku, wyrażała skrajną pogardę. Złote oczy zalśniły złowrogim błyskiem. Zamarł w bezruchu wpatrzony w już nie w gościa ale gdzieś daleko przed siebie. Wyglądał jak wygaszony ekran komputera i podobnie jak ekran komputera z letargu mógł go wyrwać delikatny ruch myszy. Potrafił tak leżeć godzinami bo w zasadzie co innego miałby robić. Miał swoje tajemnice ale przecież nie będzie o nich rozmawiać z "nimi". Jego sprawy są tylko jego sprawami i może się nimi podzielić według uznania ale nie z nimi. Oni nic nie wiedzą, dziwnie pachną i ciągle hałasują i rzadko kiedy wiedzą o co mu chodzi kiedy usiłuje nawiązać dialog. Tak więc będzie tak leżał i czekał na odpowiedni moment, żeby iść w swoich sprawach do urzędu. Oni nie mają pojęcia jak zmęczony bywa wieczorami po całym dniu załatwiania spraw. Drzwi balkonowe skrzypnęły. Do jego nosa doleciał przyjemny powiew świeżego jesiennego powietrza. „Trzeba iść” – pomyślał i leniwie podniósł się na łóżku. Przeciągnął się aż przyjemny dreszcz przebiegł mu po plecach. Zeskoczył na podłogę i powoli z gracją ruszył w kierunku drzwi balkonu. Nikt nie zwrócił na niego uwagi. Domownicy i Gość pogrążeni byli w rozmowie. Wyszedł na balkon i przez chwilę obserwował świat siedząc wciśnięty między pręty balustrady. Jego wzrok przyciągną ruch w drugim końcu trawnika. Źrenice natychmiast rozszerzyły się tak, że ze złotych jego oczy zrobiły się czarne. Wpatrzony w punkt gdzie przed chwilą coś się poruszyło powoli wyciągnął spod dywanika melonik i laskę. Rozejrzał się czy nikt go nie obserwuje i bezszelestnie wyskoczył na trawnik za balkonem. Pomknął niczym czarna strzała nie wydając przy tym żadnego dźwięku. Kiedy  dobiegł na miejsce poprawił melonik i laską popchnął ukryte w wysokiej trawie drzwi. Drzwi były dobrze zamaskowane, niemal nie do odkrycia dla niepowołanych osobników. Kryły za sobą jego prywatne sprawy, takie którymi nie chciał się dzielić z nikim kto ich nie zrozumie. Ten ruch przy drzwiach bardzo go zaniepokoił. Pełen obaw i bardzo czujny z nastroszonymi wąsami wszedł w mrok panujący na granicy drzwi. Bo drzwi w istocie były granicą choć nikt nie wie miedzy czym.
Kiedy pierwszy raz trafił za drzwi wiedziony czystą kocią ciekawością i wścibstwem, postanowił, że to będzie jego tajemnica. Tajemnica szybko zawładnęła jego myślami. Całymi dniami zastanawiał się czy już ktoś wdarł się za drzwi. Kiedy wychodził na balkon nie interesowały go ptaki ani dzieci ani nawet psy biegające i zaczepiające go. Siedział godzinami wpatrzony w miejsce gdzie ukryte były drzwi. Czekał na moment w którym będzie mógł się za nimi schować. Mrok za drzwiami szybko rozjaśniał się. Im dalej szedł tym jaśniej świeciły ściany wąskiego korytarza. Korytarz wił się zakrętami to w prawo to w lewo. Chwilami opadał w dół by za chwilę trzeba było wspinać się w górę. Z obserwacji Mietka jasno wynikało, że korytarz zmieniał kształt w zależności od tego o jakiej porze dnia przechodził przez drzwi. Kiedy wchodził z samego rana gdy słońce jeszcze było nisko za parkiem zdecydowanie więcej razy musiał skręcać w lewo. Jeśli natomiast wchodził w korytarz wieczorem musiał często wspinać się stromo pod górę. Kolory ścian także zmieniały się. W zależności od tego w jakim nastroju był kot. Dziś światło miało miejscami bury odcień zupełnie jakby było brudne. Zawsze kiedy był zdenerwowany światło wydawało się brudne. Dziś był tak spięty, że światło nie tylko wydawało się brudne ale aż drżało jakby miało za chwilę zgasnąć. Ten ruch przy drzwiach nie mógł oznaczać nic dobrego. To, że ktoś wszedłby do środa nie było tak straszne jak to, że ktoś lub coś mogło wyjść na zewnątrz. Mietek jak na kota był bardzo odważny. Nie jest żadna tajemnicą, że koty bardzo cenią sobie spokój i unikają wszelkiego zamieszania. Z uniesionym wysoko ogonem i melonikiem maszerował szybko przed siebie, żeby przedostać się na drugie zewnątrz. Tak naprawdę nigdy nie wiedział ile zajmie mu przejście przez korytarz bo korytarz czasem był dłuższy a czasem krótszy. Na szczęście jego oczom ukazał się znajomy widok rozświetlonej zieleni. Poczuł cudowny zapach traw i wody. Przyspieszył kroku ale tuż przed wyjściem stanął jak wryty. W ostatniej chwili. Wyjście z korytarza od jego upragnionego miejsca dzieliła dziura, ogromna przepaść niczego. Zupełnie jakby ktoś wymazał albo wyciął kawałek obrazu.

2 komentarze:

Agnieszka Maciejewska pisze...

Świetnie się czyta! Powodzenia w dalszym tworzeniu! :)

Agnieszka Maciejewska pisze...

A poza tym Mietek...on to ma cięzki charakter ;)